Świat: Na kaukaskich stokach bieleją czapy wiecznego śniegu. W dole przewalają się wody spienionej Inguri. Nad wszystkim góruje szczyt pięciotysięcznej Uszby. Jesteśmy w Swanetii, zmierzamy do Mestii.
Od kilku godzin suniemy zwartą kolumną po wąskiej skalnej półce, usianej odłamkami rzadko uprzątanych skał. Z przodu jedzie eskorta: UAZ i Niva. Z tyłu tak samo, tylko w odwrotnej kolejności. W środku zaś my: polskie załogi, które od 2005 r. w ramach wyprawy BIELUGA Expedition eksplorują samochodami terenowymi rejony mórz Azowskiego, Czarnego i Kaspijskiego. Zasady są proste: mamy jechać szybko, odstęp trzy metry, nie zatrzymujemy się, czas na zdjęcia będzie potem. W UAZ-ach chłopaki z gruzińskiego Specnazu, w Nivach policja kryminalna. Naszym celem jest schowana w samym sercu Kaukazu Mestia, stolica Swanetii.
Zaborcza Rioni Gruzja przywitała nas kilka dni wcześniej deszczową pogodą. Wjechaliśmy od strony Kolchidy – krainy bagien i moczarów, więc można się było tego spodziewać. Jeszcze w XIX w. panowała tu malaria. Wykończył ją system irygacji, przesunięcie ujścia rzeki Rioni i drzewa eukaliptusowe. To Polacy wpadli na pomysł ich posadzenia, wiedząc, że eukaliptus wysysa z gleby wodę i odstrasza komary. Napływ Polaków do Gruzji rozpoczął się po upadku powstania listopadowego w 1832 r., kiedy to zesłańcy byli kierowani do rosyjskich garnizonów. Od tego czasu napotkanie na Kaukazie kogoś z polskimi korzeniami nie jest trudne. Do dzisiejszego dnia bagna i moczary Kolchidy zmalały, chociaż wciąż jadąc z Batumi do Poti widać domy wybudowane na palach i obejścia otoczone ze wszystkich stron wodą. Na wyobraźnię działają mury starej twierdzy, która niegdyś stała w Poti nad brzegiem morza, teraz, na skutek „zasypywania” morza przez rzekę Rioni, wylądowała w centrum miasta.
Zugdidi – miasto graniczne W strugach deszczu opuszczamy wybrzeże i kierujemy się do Zugdidi, miasteczka leżącego na styku Gruzji i Abchazji, nad graniczną rzeką Inguri. De facto od 1992 r. Abchazja funkcjonuje jak niepodległe państwo z własnym rządem, stolicą, flagą i hymnem. Byt Abchazji zależy przede wszystkim od Rosji. To ona politycznie i militarnie wspiera separatystyczne władze, co wielokrotnie prowadziło do konfliktów dyplomatycznych na linii Moskwa-Tibilisi. W rejonie Zugdidi znajduje się centrum dowodzenia gruzińskich sił skierowanych w rejon konfliktu z Abchazją. Nocą miasto wygląda jak wyludnione lub objęte godziną policyjną. Tylko z kilku barów słychać głośną muzykę. Miejscowe służby szybko wyłuskują nasze samochody z wątłego ruchu ulicznego, kwestię dalszej podróży pozostawiając do rozstrzygnięcia szefostwu. Komenda, w której znajdujemy się kilkanaście minut później, bardziej przypomina kolumbijską hacjendę niż wojskowe centrum dowodzenia. Uzbrojeni po zęby strażnicy, drzwi obite skórą i wszechobecne palmy... Sprawy toczą się jednak szybko i po naszej myśli: na sygnale jedziemy na boisko piłkarskie przy budynku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie rozstawiamy namioty. Mamy nawet oficjalne zaproszenie do ministerialnej knajpy – jak ekspedycja, to ekspedycja! Przy okazji poznajemy naczelnika i prokuratora – obaj młodzi, wykształceni. Podobnie jak nowy prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili, z innego pokolenia niż dotychczasowa władza.
|

|