sparing.pl
 
 
HOME/PODRÓZE


Ruski avtomat
Do Mestii prowadzą dwie drogi: lepsza z Zugdidi, którą właśnie jedziemy, i gorsza z Kutaisi, którą zamierzamy się z gór wydostać. Obie off-roadowe i otoczone ośnieżonymi kilkutysięcznikami, takimi jak Elbrus, Uszba czy Szchara – najwyższy szczyt Gruzji (wszystkie powyżej 5000 m n.p.m.). Droga jest dodatkowo dość kapryśna: wystarczy trochę deszczu lub śniegu i wezbrane wody podmywają prowizoryczne drewniane mosty i skalne półki lub ściągają skalno-błotne lawiny. Miejscowi przewodnicy twierdzą, że ta trasa jest obecnie nieprzejezdna. My jednak chcemy spróbować, liczymy na oderwanie się od eskorty.
Kilkadziesiąt minut za rogatkami gościnnego Zugdidi zaczynają się monumentalne, spowite mgłą góry. Nieuprzątane od lat odłamki skalne na drodze sprawiają wrażenie, jakbyśmy byli w wymarłej dolinie. Gdyby właśnie teraz taki głaz, jak te leżące na drodze, spadł ze stromych zboczy, z łatwością sforsowałby dach samochodu. Wyobraźnia pracuje. Nasza obstawa też się nieco denerwuje – od Wąwozu Kodori oddziela nas bowiem tylko grzbiet górski, tereny są nasycone bronią i ludźmi o marnej reputacji. W 1994 r. wytyczono tu linię przerwania ognia. Odtąd granicy między zbuntowaną Abchazją a pozostałym terytorium Gruzji strzegą żołnierze Federacji Rosyjskiej.
Po kilku kilometrach docieramy do rosyjskiego posterunku wojskowego. Błękitne hełmy pasują do tych żołnierzy jak owcza skóra do wilka. Każda z załóg musi samotnie przejechać przez pusty odcinek asfaltu znajdujący się pomiędzy szlabanami i pomalowanymi w pasy bryłami betonu. Po lewej stronie, na zboczu, znajduje się bunkier, z którego wystaje lufa karabinu maszynowego, podążająca kolejno za każdym z samochodów. Jedziemy dalej. Do UAZ-ów, wojskowych samochodów z czasów ZSRR, wypełnionych kałaszami, świecami dymnymi i granatami można przywyknąć. Robi się cieplej, dlatego na jednym z postojów któryś z Gruzinów wyjmuje boczną szybę z UAZ-a i chowa do kieszeni drzwi. My w śmiech, że to niby taki „ruski avtomat”. Gruzin w odpowiedzi podnosi kałasza i z uśmiechem odpowiada: „eto ruski avtomat”.

Magiczna wysokość
Do Mestii docieramy wczesnym popołudniem. Mestia, serce Kaukazu, to miejsce magiczne. Uwagę zwracają słynne wieże z kamienia i ślady kul na ścianach domów. Kaukascy górale to lud mocno związany z wojną. Dzień kończymy huczną imprezą w mrocznej i zimnej dolinie potoku wypływającego wprost z lodowca. Chłodne górskie powietrze, najprawdziwsze na świecie kaukaskie szaszłyki i wiadome dodatki szybko nas usypiają. Przed zaśnięciem przychodzi jeszcze refleksja: jak to możliwe, że czujemy się jak w domu, mając na wprost Abchazję, po prawej Karaczajo-Czerkiesję i Kabardyno-Bałkarię, a za plecami Osetię Południową?
Wyruszamy rankiem. Off-roadowe bujanie mało komu służy, więc w ciszy pokonujemy ostatnie kilometry do podnóża przełęczy. Specnaz wraca UAZ-em do Mestii. Już bez asysty spotykamy miejscowych, którzy ostrzegają, że na przełęcz schodzą śniegi i trzeba uważać. Jest szarawo, pada deszcz. W okolicach magicznej wysokości 2500 m n.p.m. silniki zaczynają kopcić i śmierdzieć parafiną. Jazda w kolumnie przestaje być przyjemnością. W końcu dojeżdżamy do przełęczy. Naszym oczom ukazuje się monstrualna, ośnieżona górska ściana, w której swoje źródła ma rzeka. Jutro pojedziemy dalej drogą równoległą do jej koryta.

Archiwum
Kambodżański Angkor
Kambodża kojarzy się ze wspaniałymi budowlami Angkoru i zbrodniami Czerwonych Khmerów. Te drugie doprowadziły do międzynarodowej izolacji kraju i uniemożliwiły turystom przez blisko 20 lat zwiedzanie jednego z najwspanialszych zakątków świata!
Opublikowano: 26 stycznia 2008 r.



Pik Lenina
Południe zastaje nas zawsze gdzieś na środku szczeliniastego lodowca, który rozmięka pod wpływem upalnego słońca i staje się jeszcze bardziej zdradliwy. Dopiero tu, w wysokich górach, poznaje się naprawdę innych ludzi.
Opublikowano: 30 kwietnia 2007 r.



Podróż za jeden uśmiech
Birma to kraj biedny, pozbawiony większego przemysłu. Bieda jest tu jednak gwarna i uśmiechnięta. A człowiek oddany drugiemu człowiekowi, za co w kolejnym wcieleniu wieść będzie lepszy żywot.
Opublikowano: 6 kwietnia 2007 r.



Bajkałem nad Bajkał
Wsiadamy w Moskwie do wagonu trzeciej klasy pociągu Kolei Transsyberyjskiej. Kierunek – Irkuck. Przed nami 5153 km drogi, 3 dni 4 godziny 48 minut spędzonych w pociągu i podróż przez pięć stref czasowych.
Opublikowano: 6 marca 2007



Rosyjska Afryka
Uzbrojony ochroniarz sprawdza nasz samochód w poszukiwaniu materiałów wybuchowych. Wszystkie te antyterrorystyczne procedury wydają nam się paranoją. Trzy dni później w pobliskim Biesłanie terroryści mordują tymczasem trzystu dwudziestu uczniów.
Opublikowano: 13 lutego 2007 r.



Na dachu Afryki
Wszystko wokół żyje i umiera jednocześnie. Słabsi zostają pokonani przez silniejszych i giną. Dlatego w powietrzu czuć zarówno zapach pierwotnego życia, jak i gnijącej śmierci. Zapach nieporównywalny z żadnym innym. Zapach Afryki. Reportaż z wyprawy na Kilimadżaro.
Opublikowano: 6 listopada 2006 r.



1 2 3