sparing.pl
 
 
HOME/PODRÓZE


Archiwum
Kambodżański Angkor
Kambodża kojarzy się ze wspaniałymi budowlami Angkoru i zbrodniami Czerwonych Khmerów. Te drugie doprowadziły do międzynarodowej izolacji kraju i uniemożliwiły turystom przez blisko 20 lat zwiedzanie jednego z najwspanialszych zakątków świata!
Opublikowano: 26 stycznia 2008 r.



Pik Lenina
Południe zastaje nas zawsze gdzieś na środku szczeliniastego lodowca, który rozmięka pod wpływem upalnego słońca i staje się jeszcze bardziej zdradliwy. Dopiero tu, w wysokich górach, poznaje się naprawdę innych ludzi.
Opublikowano: 30 kwietnia 2007 r.



Podróż za jeden uśmiech
Birma to kraj biedny, pozbawiony większego przemysłu. Bieda jest tu jednak gwarna i uśmiechnięta. A człowiek oddany drugiemu człowiekowi, za co w kolejnym wcieleniu wieść będzie lepszy żywot.
Opublikowano: 6 kwietnia 2007 r.



Bajkałem nad Bajkał
Wsiadamy w Moskwie do wagonu trzeciej klasy pociągu Kolei Transsyberyjskiej. Kierunek – Irkuck. Przed nami 5153 km drogi, 3 dni 4 godziny 48 minut spędzonych w pociągu i podróż przez pięć stref czasowych.
Opublikowano: 6 marca 2007



Bieluga Expedition
Na kaukaskich stokach bieleją czapy wiecznego śniegu. W dole przewalają się wody spienionej Inguri. Nad wszystkim góruje szczyt pięciotysięcznej Uszby. Jesteśmy w Swanetii, zmierzamy do Mestii.
Opublikowano: 2 stycznia 2007 r.



Na dachu Afryki
Wszystko wokół żyje i umiera jednocześnie. Słabsi zostają pokonani przez silniejszych i giną. Dlatego w powietrzu czuć zarówno zapach pierwotnego życia, jak i gnijącej śmierci. Zapach nieporównywalny z żadnym innym. Zapach Afryki. Reportaż z wyprawy na Kilimadżaro.
Opublikowano: 6 listopada 2006 r.





Świat: Uzbrojony ochroniarz sprawdza nasz samochód w poszukiwaniu materiałów wybuchowych. Wszystkie te antyterrorystyczne procedury wydają nam się paranoją. Trzy dni później w pobliskim Biesłanie terroryści mordują tymczasem trzystu dwudziestu uczniów.


Wieje niemiłosiernie, a chmury burzowe gonią nas od godziny. Każdy, kto podróżował otwartym samochodem i poczuł wiatr we włosach, wie jak trudna jest decyzja o zatrzymaniu się i naciągnięciu plandeki. Na ogół więc kończy się na prysznicu z nieba...

U wrót Azji
Po pożegnaniu Bartka i Edyty, którym właśnie skończył się urlop, czujemy się trochę nieswojo – w czwórkę zawsze raźniej, a perspektywa samotnego pokonywania Kaukazu gazikiem jest równie pasjonująca, co mrożąca krew w żyłach. Około pierwszej w nocy docieramy do Kerczu. W przewodnikach piszą, że to ciekawe miasto; nas przeraża jednak już na samym początku. Ciemne, długie i szerokie ulice. Całkowita pustka i sine chmury kłębią się nad przedmieściami. Całość utwierdza nas w przekonaniu, że nie jesteśmy tu mile widziani.
Po kilkunastu minutach mijamy rogatki i stajemy na ostatnim ukraińskim posterunku milicji. Funkcjonariusze są wyraźnie nie w sosie. Trudno się dziwić – pierwsza trzydzieści w nocy, a wiatr wieje jak diabli. Szybka kontrola, rutynowe znalezienie dziury w całym, skrucha kierowcy i jedziemy dalej. Po dziesięciu minutach stajemy w porcie. Przed nami Cieśnina Kerczeńska. A tuż za nią Azja.

Zniżka na GAZ-y!
Klimat poczekalni połączonej z kasą przypomina polskie dworce z lat osiemdziesiątych. Przy okienku urzędowy komunikat, z którego wynika, że każda z polskich wyprawowych terenówek może o dowolnej porze dnia i nocy dojechać do portu. Tam na przeprawę nie poczeka dłużej niż trzy godziny. A za prom nie zapłaci fortuny. Na GAZ-y i UAZ-y zniżka! Jednym słowem Azja stoi przed nami otworem. Tymczasem atmosfera w poczekalni gęstnieje: ludzie śpiący z tobołami na ławkach, zapach robotniczego kaca, kaszlanie i szmery wiercących się podróżnych. W pewnym momencie któryś z ławkowiczów przechyla się do przodu zbyt mocno i wali czołem prosto w potrzaskane kafelki. Nikt nie na to zważa.
I my zasypiamy kamiennym snem. Po pewnym czasie podchodzą kierowcy i pytają, czy mogą nas ominąć. Jasne, jedźcie, my śpimy! Prom, odprawę i większość formalności pamiętamy jak przez mgłę. Budzimy się dopiero podczas odprawy celnej samochodu i wykupywania ubezpieczenia.

Czebureki i łapówki
Po odprawie zostajemy sami na potężnym terminalu kolejowo-paliwowym. Kupujemy gorące czebureki – mięso obtoczone w cieście, smażone w oleju. To popularny w Rosji i na Ukrainie przysmak, którym będziemy zajadać się przez cały wyjazd. W dobrych nastrojach ruszamy dalej. Po lewej stronie mijamy Morze Azowskie i kierujemy się na Noworosyjsk. Nieco później sympatyczny funkcjonariusz przy kości próbuje dorobić do pensji 50 dolarów, słusznie mając do nas pretensje o nieprzetłumaczone polskie prawo jazdy. Jak zwykle wystarczy takiego przegadać (po rosyjsku oczywiście), a zawiązana nić przyjaźni nie pozwoli na jakiekolwiek pozaprawne rozliczenia gotówkowe.

1 2 3