sparing.pl
 
 
HOME/PODRÓZE

Świat: Pisano o Bajkale wiersze i rozprawy naukowe. Powstały o nim legendy, nazywano go morzem i to Morzem Świętym. Zachwycano się jego majestatem, tajemniczością i lękano się ich równocześnie. Ale najciekawsze jest to, że wszystkie określenia są słuszne – pisał Ludwik Bazylow.

Choć rodzina w Polsce zaklina, a rosyjscy przyjaciele stanowczo odradzają, wsiadamy w Moskwie do wagonu trzeciej klasy (plackarta) pociągu Kolei Transsyberyjskiej. Kierunek – Irkuck. Przed nami 5153 km drogi, 3 dni 4 godziny 48 minut spędzonych w pociągu i podróż przez pięć stref czasowych. Chcemy na własne oczy przekonać się jak słowa Bazylowa mają się do rzeczywistości.

Bajkałem nad Bajkał
Jedziemy ekskluzywnym pociągiem nr 10, oznaczonym jako firmiejny. Nazywa się „Bajkał”. Jego podwyższony standard zapewne bierze się stąd, że na korytarzu leży dywan odkurzany dwa razy dziennie przez prowadnice (w każdym rosyjskim wagonie jest taka osoba, której zadania sprowadzają się do grzania wody w ogromnym samowarze, wydawania pościeli i zamykania toalet na dziesięć minut przed stacją). Na stolikach leżą obrusy, w wazonikach stoją sztuczne kwiaty, a z głośników lecą wpadające w ucho rosyjskie piosenki. Opowiadają głównie o kolejnictwie. W tej klasie nie ma przedziałów, łóżka ciągną się wzdłuż i w poprzek wagonu.
Wydawać by się mogło, że taka podróż musi być równie monotonna jak miarowe stukanie kół o szyny. Jednak w trakcie niekończącej się jazdy jest tyle fascynujących rzeczy do robienia. Na przykład jedzenie. Nieustanne rozpakowywanie: jajek, ogórków, pielmieni, poz i blinów. Kupowanie: chleba, jabłek, wędzonych omuli, tandetnej porcelany i futrzanych czapek, choć to środek lata. Bo każda stacja to wielkie targowisko. Dwudziestowagonowy pociąg zatrzymuje się tylko na chwilę. Kilka minut wystarcza jednak, aby przedsiębiorcze babuszki obległy podróżnych i namówiły ich do kupna kota w worku, albo chociaż wydzierganej na drutach kamizelki i jeszcze ciepłego obiadu domowej roboty.

Mało wodki, mało wodki, mało…
Pociąg nr 10 nie daje tak dużej szansy na zarobek jak pasażerski 350 CH, którym, żegnani buriackim hymnem narodowym przypominającym muzykę z radzieckich filmów, wracać będziemy z Ułan Ude. Prowadnice pilnie strzegą wejścia do wagonów, a policja pilnuje, aby na pokładzie nie było wódki. Piwo to co innego. Złoty napój pije się przelewając z plastikowych butelek do charakterystycznych szklanek od herbaty. I gra się w karty. Albo w kości. To integruje. W pasażerskim integruje też wódka, choć formalnie jej tu nie ma. Odmówić Rosjaninowi wychylenia kieliszka to obraza śmiertelna. Wódkę pije się do śniadania i do obiadu. Tak jak herbatę. W każdej knajpie nad Bajkałem zamiast obowiązkowego czaju można poprosić o kieliszki do wódki. Nikogo nie dziwi własne butelka pod pachą. Rosjaninowi nie można odmówić także wspólnego śpiewania przy gitarze. Ulubiona piosenka to ta, której refren mówi: „mało wodki, mało wodki, mało; i zakuski wodki toże mało”. Rosjaninowi nie można odmówić podzielenia się posiłkiem, ani spróbowania kotletów ze świeżo upolowanego niedźwiedzia. Czy u nas w Polsce poluje się na niedźwiedzie? Nie, nie poluje. To niedobrze. Niedźwiedzie są niebezpieczne. Powinniśmy, u nas w Polsce, polować na niedźwiedzie.
Życie w pociągu opiera się na dwóch prostych zasadach. Po pierwsze: wszystko jest wspólne. Po drugie: funkcjonuje reguła wzajemności. Obie niezwykle proste i jakże charakterystyczne dla kultury Wschodu. Nie mam problemu z piciem wódki, graniem na gitarze i faktem, że obce osoby piją z mojego kubka. Gdy jednak pokazuję mojej uzbeckiej sąsiadce przewodnik po Moskwie, do głowy mi nie przychodzi, że w zamian za garść migdałów będzie go chciała zatrzymać. Choć nie zamieniłyśmy ze sobą ani słowa, a angielskie wydawnictwo jest dla niej zupełnie bezużyteczne, książka ma stanowić pamiątkę naszego spotkania.

1 2

Archiwum
Kambodżański Angkor
Kambodża kojarzy się ze wspaniałymi budowlami Angkoru i zbrodniami Czerwonych Khmerów. Te drugie doprowadziły do międzynarodowej izolacji kraju i uniemożliwiły turystom przez blisko 20 lat zwiedzanie jednego z najwspanialszych zakątków świata!
Opublikowano: 26 stycznia 2008 r.



Pik Lenina
Południe zastaje nas zawsze gdzieś na środku szczeliniastego lodowca, który rozmięka pod wpływem upalnego słońca i staje się jeszcze bardziej zdradliwy. Dopiero tu, w wysokich górach, poznaje się naprawdę innych ludzi.
Opublikowano: 30 kwietnia 2007 r.



Podróż za jeden uśmiech
Birma to kraj biedny, pozbawiony większego przemysłu. Bieda jest tu jednak gwarna i uśmiechnięta. A człowiek oddany drugiemu człowiekowi, za co w kolejnym wcieleniu wieść będzie lepszy żywot.
Opublikowano: 6 kwietnia 2007 r.



Rosyjska Afryka
Uzbrojony ochroniarz sprawdza nasz samochód w poszukiwaniu materiałów wybuchowych. Wszystkie te antyterrorystyczne procedury wydają nam się paranoją. Trzy dni później w pobliskim Biesłanie terroryści mordują tymczasem trzystu dwudziestu uczniów.
Opublikowano: 13 lutego 2007 r.



Bieluga Expedition
Na kaukaskich stokach bieleją czapy wiecznego śniegu. W dole przewalają się wody spienionej Inguri. Nad wszystkim góruje szczyt pięciotysięcznej Uszby. Jesteśmy w Swanetii, zmierzamy do Mestii.
Opublikowano: 2 stycznia 2007 r.



Na dachu Afryki
Wszystko wokół żyje i umiera jednocześnie. Słabsi zostają pokonani przez silniejszych i giną. Dlatego w powietrzu czuć zarówno zapach pierwotnego życia, jak i gnijącej śmierci. Zapach nieporównywalny z żadnym innym. Zapach Afryki. Reportaż z wyprawy na Kilimadżaro.
Opublikowano: 6 listopada 2006 r.