Pik Lenina Południe zastaje nas zawsze gdzieś na środku szczeliniastego lodowca, który rozmięka pod wpływem upalnego słońca i staje się jeszcze bardziej zdradliwy. Dopiero tu, w wysokich górach, poznaje się naprawdę innych ludzi. Opublikowano: 30 kwietnia 2007 r.
Podróż za jeden uśmiech Birma to kraj biedny, pozbawiony większego przemysłu. Bieda jest tu jednak gwarna i uśmiechnięta. A człowiek oddany drugiemu człowiekowi, za co w kolejnym wcieleniu wieść będzie lepszy żywot.
Opublikowano: 6 kwietnia 2007 r.
Bajkałem nad Bajkał Wsiadamy w Moskwie do wagonu trzeciej klasy pociągu Kolei Transsyberyjskiej. Kierunek – Irkuck. Przed nami 5153 km drogi, 3 dni 4 godziny 48 minut spędzonych w pociągu i podróż przez pięć stref czasowych. Opublikowano: 6 marca 2007
Rosyjska Afryka Uzbrojony ochroniarz sprawdza nasz samochód w poszukiwaniu materiałów wybuchowych. Wszystkie te antyterrorystyczne procedury wydają nam się paranoją. Trzy dni później w pobliskim Biesłanie terroryści mordują tymczasem trzystu dwudziestu uczniów. Opublikowano: 13 lutego 2007 r.
Bieluga Expedition Na kaukaskich stokach bieleją czapy wiecznego śniegu. W dole przewalają się wody spienionej Inguri. Nad wszystkim góruje szczyt pięciotysięcznej Uszby. Jesteśmy w Swanetii, zmierzamy do Mestii. Opublikowano: 2 stycznia 2007 r.
Na dachu Afryki Wszystko wokół żyje i umiera jednocześnie. Słabsi zostają pokonani przez silniejszych i giną. Dlatego w powietrzu czuć zarówno zapach pierwotnego życia, jak i gnijącej śmierci. Zapach nieporównywalny z żadnym innym. Zapach Afryki. Reportaż z wyprawy na Kilimadżaro. Opublikowano: 6 listopada 2006 r.
Świat: Kambodża kojarzy się ze wspaniałymi budowlami Angkoru i zbrodniami Czerwonych Khmerów. Te drugie doprowadziły do międzynarodowej izolacji kraju i uniemożliwiły turystom przez blisko 20 lat zwiedzanie jednego z najwspanialszych zakątków świata!
Angkor Wat oszałamia. Dochodzę do niego długą drogą, pomiędzy basenami i tarasami, w tłumie złożonym głównie z Khmerów. Jest niedziela. Idą jedni w skupieniu, inni radośni. Widać, że wizyta tutaj to ważne wydarzenie. Te świątynie to dla nich coś takiego, jak dla Polaków Wawel, Jasna Góra, Zamek Królewski, Katedra Gnieźnieńska i Biskupin razem wzięte. A zważywszy na niedawną, tragiczną historię tego narodu – pewnie nawet więcej. Kambodża to właściwie Angor, dla Khmerów symbol dawnej chwały i wielkości, sanktuarium religijne, atrakcja turystyczna, źródło dewiz i środków do życia wielu mieszkańców kraju. Znajdują tu krzepiące dowody trwania klmerskiej kultury, niszczonej i nękanej przez liczne wojny, ludobójczy reżim, złodziei i handlarzy, ale pomimo tego ciągle żywej.
Dwa razy Angkor W sensie historycznym Angkor to nazwa królestwa obejmującego między IX a XVI wiekiem znaczną część dzisiejszej Kambodży. To okres szczytowej potęgi państwa, wówczas jednego z najpotężniejszych na świecie. Królowie Rankoru – poczynając od Dżajawarmana II do Surdżawarmana II, fundatora Ankor Wat – wznosili wspaniałe świątynie hinduistyczne i buddyjskie, wokół których mieszkało kilka tysięcy, może nawet milionów ludzi. Było to wówczas – i jeszcze długo później – największe miasto świata. Dziś mówiąc Angkor mam na myśli właśnie potężny kompleks budowli i ruin znajdujący się niedaleko niewielkiego miasta Siem Riap, czyli Syjam Pokonany. Ta nazwa ma przypominać Tajom o sile ich odwiecznych sąsiadów i rywali, ale biorąc pod uwagę kolosalne różnice w poziomie życia i technologicznym zaawansowaniu gospodarek Tajlandii i Kambodży, brzmi to dziś co najmniej ironicznie. Park Archeologiczny Angkor, bo tak brzmi oficjalna nazwa tego miejsca, ma ok. 1000 km kw., na których turyści podziewać mogą pięćdziesiąt świątyń. Naukowcy posługując się satelitarnymi zdjęciami okolicy twierdzą jednak, że jeszcze sto innych obiektów sakralnych lub ich pozostałości czeka tu na odkrycie archeologów, kulturoznawców i… turystów. Po dawnych władcach Angkoru pozostały praktycznie wyłącznie świątynie, baseny, kanały i tarasy. Inne budowle były bowiem drewniane i nie przetrwały próby czasu.