Nurkowanie z rekinami



Twoja forma: – Czterdzieści minut spędzonych z piaskowymi tygrysami przepływającymi w odległości pół metra ode mnie dostarczyło mi wrażeń, jakich dotąd nigdy nie doznałem – mówi Marek Tretyn. Nurkowanie z rekinami to sport dla ludzi o mocnych nerwach!


– To lepsze niż skakanie na bungee – opisuje swoje spotkanie z rekinem Adam Mokrzysz. – Adrenalina osiąga poziom najwyższego przypływu – opowiada z kolei Marek Tretyn, dyrektor ds. sprzedaży w Agorze. Takich niezapomnianych wrażeń doświadczyć może każdy. Nie trzeba być wyszkolonym nurkiem. Wystarczy zasobny portfel.

Klatka pod napięciem
Aby stanąć oko w oko z oceanicznym drapieżnikiem trzeba mieć zdrowe serce i mocne nerwy. Nurkowie-amatorzy spuszczani są w metalowych klatkach na głębokość niecałych trzech metrów. – Żelazne pręty mają wpłynąć na psychiczne samopoczucie turysty, bo nie stanowią raczej realnego zabezpieczenia. Rekin może bowiem z impetem staranować taką klatkę – wyjaśnia Sławomir Makaruk, doświadczony nurek i louis vuitton replica handbags outlet organizator oceanicznych wypraw. Ścianki są więc często pod napięciem elektrycznym, ale i to nie stanowi stuprocentowego zabezpieczenia. – Białe żarłacze podekscytowane „kopnięciem prądu” żelaznej klatki potrafią pociągnąć ją za sobą, uwięziwszy między prętami czubek swojego pyska – uprzedza Marek Tretyn. – Zdarza się to jednak niezmiernie rzadko!
Przed zanurzeniem w oceaniczne głębiny warto sprawdzić swoją odporność psychiczną w oceanarium. Jedno z najsłynniejszych i największych na świecie znajduje się w Kapsztadzie. Tam w asyście instruktora można zanurzyć się w ogromnym akwarium z rekinami. – Mimo bezpośredniego kontaktu z tymi drapieżnymi rybami, eskapada jest bezpieczna i wymaga jedynie posiadania podstawowego certyfikatu nurka – zachęca Tretyn. – Czterdzieści minut spędzonych z piaskowymi tygrysami przepływającymi w odległości pół metra ode mnie dostarczyło mi jednak wrażeń, jakich dotąd nigdy nie doznałem – dodaje.


Broń doskonała
Najbardziej doświadczeni nurkowie zapuszczają się w siedliska rekinów bez jakichkolwiek zewnętrznych osłon. Ot, po prostu w piankowym skafandrze z pełnym oprzyrządowaniem oddechowym. Na wszelki wypadek do ich butli tlenowych montuje się jednak urządzenie emitujące fala elektryczne, które skutecznie odstraszają drapieżniki. W tym sporcie chodzi jednak o coś innego niż odganianie ipad leather portfolio online sale ipad mini case ipad portfolio cases ; nurkuje się przecież po to, by popływać przy ich boku. Broni używa się zatem w ekstremalnych sytuacjach. Na wybrzeżach RPA czy Egiptu w specjalnych sklepach można zakupić też bang stik. To designer replica handbags niewielki karabinek z nabojem myśliwskim kaliber 12 mm. Kulka paraliżuje zwierzę na czas, który wystarcza nurkowi do ucieczki. Można też kupić specjalną broń gazową. Shark dart zawiera pociski nadmuchujące rekina niczym balon, przez co nieruchomieje on i nie może zaatakować ofiary.
Umiejętne posłużenie się bronią wobec paraliżującego strachu nie należy jednak do łatwych. Amatorzy powinni więc skorzystać z usług profesjonalnych firm. Wtedy nurkowanie odbywa się w asyście tzw. dive mastera. To on wabi drapieżniki i dba o bezpieczeństwo uczestników wyprawy. By jednak wyruszyć w taką podróż trzeba posiadać licencję OWD (Open Water Diver). Kurs niezbędny do jej otrzymania nie jest trudny; wystarczy poświęcić na niego kilka dni swojego urlopu, aby potem podziwiać rekiny na wolności.

Z rekinami dookoła świata
Najsłynniejszym miejscem na świecie, gdzie można nurkować z żarłaczami białymi – czyli gatunkiem dla człowieka najgroźniejszym – jest Zatoka Gansbay w RPA. Zejście pod wodę to wydatek 140 dolarów. Nie ma jednak pewności, że drapieżniki pojawią się właśnie wtedy, gdy się zanurzymy. Dlatego warto wykupić cały pakiet. Czterodniowa wyprawa ze zwiedzaniem Kapsztadu i słynnej Góry Stołowej, Two Oceans Aquarium, piwnic z południowoafrykańskimi winami oraz dwiema wycieczkami na rekiny do Gansbay i False Bay kosztuje 1365 dolarów. Do tego trzeba doliczyć koszt wcale nietaniego biletu lotniczego.


Nurkować z rekinami można też w Egipcie. Na Morzu Czerwonym znajduje się kilka podwodnych parków krajobrazowych, w tym Shark Observatory. Sławomir Makaruk odradza jednak wyprawy w tamte rejony. – Egipt jest teraz zupełnie nieciekawy. Zobaczymy tam dużo więcej turystów, niż egzotycznych ryb – twierdzi. Zachęca natomiast do odwiedzenia Bahamów. Z nurkowania do siedlisk rekinów lokalni mieszkańcy uczynili jedną z największych atrakcji turystycznych. Na tutejszych kursach można zdobyć 2013 new replica handbags uprawnienia shark feeder, czyli karmiciela rekinów. Taka kilkudniowa przyjemność kosztuje 3,5 tys. dolarów.
Rajem dla nurków jest także Polinezja Francuska. Słynie ona z wyjątkowej przejrzystości wody. Dlatego to stamtąd właśnie przywozi się najpiękniejsze podwodne fotografie. Koszty przelotu na francuskie terytoria zamorskie są jednak tak horrendalnie wysokie, że niewielu Polaków jest w stanie dotrzeć w tamte rejony świata.

Szczęki nie takie groźne
Spotkanie z rekinami można zorganizować na miejscu w RPA czy Egipcie. Można też skorzystać z usług wyspecjalizowanych firm w Polsce. Dziesięciodniowy wyjazd z hotelem, przelotem i nurkowaniem u polskich touroperatorów kosztuje ok. 12-13 tys. zł. Mimo wysokich kosztów, chętnych nie brakuje. Coraz częściej fotopolowanie na rekiny swoim pracownikom fundują działy HR polskich koncernów. – Niewiele jest w Polsce dużych firm, których pracownicy nie nurkowali ze mną. Dotychczas były to zejścia pod wodę w celu podziwiania kolorowych raf, teraz modne stają się wyprawy z rekinami – mówi Sławomir Makaruk, szef biura CAT Adventure.
Takie nurkowanie wyzwala potężną dawkę adrenaliny. Ogromna w tym zasługa Stevena Spielberga, reżysera osławionych „Szczęk”. Tymczasem, wbrew powszechnemu poglądowi, nie wszystkie rekiny to ludojady. – Nurkuję z tymi drapieżnikami od 1979 r. W tym czasie rekin zaatakował mnie dwukrotnie. I to wyraźnie z mojej winy – podkreśla Makaruk. Znacznie częściej drapieżniki atakują surferów, aniżeli nurków. – Mylą ludzi na desce z fokami, a te stanowią ich przysmak – wyjaśnia Makaruk. Rekinów nie boi się także Martyna Wojciechowska, która uzyskała uprawnienia shark divera. – Nawet bez klatki nie odczuwam wielkiego lęku przed tymi zwierzętami – wyznała. A nurkowała z rekinami krzywozębnymi, rekinami zambezi, spotkała też żarłacza białego. Zatem wie, co mówi.